Wyścig
Maciej lubił brać udział w biegach charytatywnych z wielu względów. Po pierwsze w ten sposób łączył przyjemne z pożytecznym. Lubił biegać, a jeśli mógł dzięki temu komuś pomóc, to była to wartość dodana. Po drugie miał okazję pobić własny rekord czasowy, ale to, co go najbardziej motywowało podczas samego biegu, to możliwość pokonania swojego odwiecznego rywala. Zazwyczaj to tamten był pierwszy na mecie, ale czasem zdarzało się Maciejowi go prześcignąć. Tego dnia miał wielkie szanse, bo po kontuzji pół roku temu, rywal się oszczędzał, więc siłą rzeczy był w gorszej formie. Bieg był organizowany na torze samochodowym, na asfalcie, co dawało Maciejowi kolejną przewagę – wolał takie biegi, niż terenowe, czuł się pewniej na prostej drodze. Przygotowywał się do tej rywalizacji sumiennie i kiedy nadszedł ten dzień, czuł, że jest gotowy. Upewnił się, że ma wszystko co potrzebuje, łącznie z takim elementem jak skarpety kompresyjne. Wszystko było na swoim miejscu. Pozostało dać z siebie wszystko.
Diabeł tkwi w szczegółach
Maciej przywitał się z rywalem, razem poszli na start rozmawiając na błahe tematy. Żaden nie przyznawał, jak bardzo zależy mu na wygranej. Odbyła się krótka rozgrzewka i rozpoczął się bieg. Na początku Maciej zostawił rywala w tyle, ale nie tracił tempa, wiedząc, że tamten może go nagle wyprzedzić. W pewnym momencie poczuł, że lewa skarpetka mu się podwija, zaczęło się robić bardzo niewygodnie. Nie mógł się przecież zatrzymać, żeby ją poprawić, ale już nie mógł skupić się na niczym innym. Biegł coraz wolniej, wkrótce rywal go wyprzedził i dobiegł do mety dwie minuty wcześniej od niego. Maciej zrozumiał, że przed kolejnym biegiem, musi się zaopatrzyć w lepsze skarpety kompresyjne.
